| Już wkrótce Dni Parku Oliwskiego 09-10 sierpnia 2008 |
Kamila Wielebska prezentuje Odjazd na Cyterę. 9-10 sierpnia, Park Oliwski w Gdańsku Oliwie ![]() Tak o to zachęca do udziału w tym wydarzeniu: Czy rokoko może stać się naszym antykiem? Pora na renesans rokoko? Cóż jednak stanowi ową "naszą" przeszłość? Czy możemy odwołać się wszyscy do jakiejś wspólnej historii rysującej się na mapie czasu jedną wyraźną linią? Czy rokoko może stać się naszym antykiem? Pora na renesans rokoko? Odjazd na Cyterę to oczywiście tytuł obrazu Jean-Antoine Watteau, namalowanego około 1717 roku i odzwierciedlającego świetnie wyczute marzenie tego czasu, aby wybrać się w podróż na ową cudowną Wyspę Miłości, święte miejsce Afrodyty/Wenus - jednej z niewielu mieszkanek antycznego Olimpu, którym rokoko składało hołd. Rokoko, "zaplątane" w podręcznikach gdzieś pomiędzy barokiem, oświeceniem i romantyzmem. Być może dlatego, że jest tak ulotne, efemeryczne, wymykające się wszelkim powierzchownym klasyfikacjom, tak surrealistyczne. Tak wieloznaczne, jak modne wówczas francuskie słowo esprit (finesse intelectuelle, humour, spirituel, brillant). Ornament rocaille ma sobie wdzięk egzotycznej muszli odnalezionej nagle pośród grzebieni morskich fal. Odjazd na Cyterę stanie się jednak również całkiem nowym utworem, który wraz z zaproszonymi artystami wykonamy 9 i 10 sierpnia 2008 roku w Parku Oliwskim w Gdańsku. Zaaranżowana przez nas sytuacja będzie zaś częścią większego dwudniowego wydarzenia, organizowanego przez trójmiejskie Stowarzyszenie A KuKu Sztuka Parkowania, z którym to spróbuje stworzyć integralną całość. Czy uda nam się przyćmić imprezę jaką 26 lipca 1734 roku król August III Sas wydał tutaj z okazji imienin carycy Anny Iwanownej? Odjazd na Cyterę jest więc trwającą tylko dwa dni efemerydą. Czas jest jednak, jak wiadomo, pojęciem dość względnym... Jak zauważył rokokowy Beaumarchais, (zegarmistrz za zawodu, rewolucjonista z powołania i, jak powiadają, złodziej i iluzjonista): "Nie wiadomo czy świat potrwa trzy tygodnie". ..... Rokoko-po-rokoko, czyli powrót do ogrodu Artyści, którzy na co dzień zajmują się głównie fotografią - Daniel Rumiancew i Patrycja Orzechowska opanowali teren Palmiarni, jedynego dostępnego dla potrzeb wystawy zadaszonego pomieszczenia. Jak przewidywał Addison w swych listach o Rozkoszach wyobraźni: "Przez wielkość rozumiem nie masę jakiegoś pojedynczego przedmiotu, lecz rozpiętość wszystkiego, co można objąć jednym spojrzeniem i uznać za jedną całość. Tak wygląda otwarte pole, rozległe nieuprawne pustkowie, masy piętrzących się bezładnie gór, skał i głębokich przepaści albo ogromne rozlewisko wód; uderza nas w takim widoku nie nowość czy uroda oglądanego przedmiotu, lecz surowy i pierwotny majestat tych zdumiewających tworów przyrody. Nasza wyobraźnia lubi roztapiać się w przedmiocie albo uczepić się tego, czego nie potrafi ogarnąć. Czujemy przyjemne zdumienie na widok ogromu, który wtrąca duszę w stan bezmiernego spokoju lub ekstazy... [...] Człowiek rozkoszuje się ogromem, doznając przy tym specyficznej "przyjemnej grozy" czy "strasznej radości": w obliczu dzikiej natury rodzi się estetyka nieskończoności [...]. Podziwiając nadzwyczajne widowiska natury, filozof sądzi, że odwraca się od sztuki i jej nazbyt ludzkiej retoryki. Ale pojawią się nowi artyści, którzy zapragną uciec od zużytych formułek i wzbudzić nieznane emocje [...]. Tworzy się nowy język estetyczny, nowy smak, który nada kształt temu, co wydawało się przerastać wszelkie słowa i nie mieścić się w żadnej formie" (5)...... Cloudbusters Istotną sprawą, jaka bez wątpienia łączy się z organizowanym przez nas przedsięwzięciem jest kwestia tak zwanej dobrej pogody. Któż może ją nam zapewnić? Czy my możemy zapewnić ją wszystkim tym, którzy w tych dniach postanowią nas odwiedzić? Bohater powieści Raymonda Roussela Locus Solus (1914), gospodarz tytułowego parku, który oprowadza po nim swych przyjaciół, do granic doskonałości doprowadził sztukę przepowiadania pogody. Jego park zapełniają różne niezwykłe, wręcz ekscentryczne wynalazki, maszyny, które sam gospodarz wymyślił i zaprojektował. Ich prezentacja na kartach książki, staje się właściwie jedynie pretekstem do snucia najbardziej niesamowitych, fantastycznych historii. Spadkobiercą jego idei wydaje się być w dużej mierze Wilhelm Reich. Nie mogę oprzeć się pokusie powiedzenia kilku słów o tej barwnej i nieco zapomnianej (choć w niektórych kręgach kultowej) postaci. Wilhelm Reich (1897-1957) był wizjonerem. W 1920 roku został członkiem Wiedeńskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego Zygmunta Freuda, jednak już w 1934 roku został z kręgów psychoanalitycznych wyrzucony. Następnie został też wykluczony z Niemieckiej Partii Komunistycznej. Jego idee nie zostały zaakceptowane ani przez freudystów, ani przez marksistów, ani przez freudysto-marksistów. Niektórzy twierdzą, że był anarchistą. Ponieważ był żydowskiego pochodzenia, w 1933 opuścił Niemcy i osiedlił się w Norwegii, a w 1939 roku udał się do USA. Tam prowadził dalej swoje badania, co wzbudziło w czujnych władzach nieufność. Zaczęto mu się "bliżej przyglądać", a w końcu został aresztowany przez agentów rządowych. Zmarł w 1957 roku w więzieniu, jak podano oficjalnie, na zawał serca. Jego dorobek polecono zaś zniszczyć. Nad czym pracował Wilhelm Reich? Jego fundamentalnym odkryciem było odkrycie energii życiowej - orgonu, który przenika materię całego świata. Jednak zarówno w poszczególnych ciałach, jak i w atmosferze może dochodzić do zablokowania owej życiowej energii, uniemożliwiającego jej swobodny przepływ i prowadzącego do różnych bardzo groźnych następstw, tak różnych jak choroby organizmów, neurozy, zaburzenia psychiczne, degradacja środowiska naturalnego, wojny i faszyzm oraz wszelkie mniejsze i większe totalitaryzmy, które zawsze są usztywnioną, uwięzioną energią. Tak więc, jak widać zablokowanie swobodnego przepływu orgonu powoduje wiele zła. Natomiast w wolnych od zanieczyszczeń oceanach oraz atmosferze energia ta skrzy się żywym, błękitnym kolorem. Badania nad orgonem były związane z badaniami, jaki Reich prowadził nad orgazmem i jego dobroczynną mocą. Podczas podniecenia rośnie w organizmie potencjał bioelektryczny, natomiast orgazm jest w stanie, jeśli potrafimy odpowiednio pokierować wyzwoloną przezeń energią, zdjąć z ciała i umysłu owe zabójcze blokady. Orgon jest ponad to przyciągany przez wodę, cofa się natomiast przed różnymi szkodliwymi zanieczyszczeniami wywoływanymi przez człowieka. Reich twierdził, że energię orgonalną można czerpać z atmosfery dzięki specjalnym, konstruowanym przez niego urządzeniom, akumulatorom, w których siedzący człowiek poddawany był uzdrawiającej terapii. Cloudbuster to w istocie bardzo proste urządzenie (składające się ze skośnie wycelowanych w niebo rurek, zanurzonych jednym końcem w ściągającej orgon wodzie), dzięki któremu można manipulować strumieniami energii orgonowej i wywoływać deszcz. Deszcz, dodajmy nienaturalnie powstrzymywany przez DOR (Deadly Orgone Radiation), czyli "dobry", żywy orgon zamieniony pod wpływem niszczycielskich czynników w martwą, nieruchomą formę. Przywracając swobodny obieg orgonu w przyrodzie, można "zazielenić" trapione suszą pustynie. Wilhelm Reich zdaje się więc być nie tylko wizjonerem-konstruktorem, ale i spadkobiercą wszystkich poszukiwaczy Arkadii, Zaginionej Atlantydy, Wyspy Skarbów, mitycznej Cytery, Krainy Miłości. Odjazd na Cyterę. Przypomnijmy jeszcze jeden obraz innego XVIII-wiecznego twórcy. Jak powiada Starobinski: "Źródłem rozkoszy nie jest tu wysiłek woli, tylko przypadkowe spotkanie. Decydująca rola przypadku i zmysłowego niepokoju różni swawolne malarstwo rokoko od odziedziczonego po baroku dramatycznego patosu "wysokiego smaku" i malarstwa historycznego" (16). Słynna Huśtawka (1767) Fragonarda opowiada o wielkiej potędze magii, która potrafi wyczarować naprawdę coś z dosłownie niczego, ze zwykłej i nietrwałej, szybko przemijającej chwili naszego równie ulotnego życia. Różowy bucik który, niczym dziwny fenomen zaobserwowany na niebie, unosi się pośród szmaragdowego oceanu, jest okrętem miłości, symbolem Niezwyciężonego Imperium Marzeń Renesansowi wizjonerzy rysowali śmiałe projekty latających machin (które, jak wierzą niektórzy, podobno znali już starożytni Egipcjanie), psychodeliczni rokokowcy (mieszkańcy zamorskiej planety rokoko) tworzyli sztuczne groty, pochmurni romantycy - ruiny. Surrealiści bez ogródek oddali prymat marzeniom. Marzenia zaś służą temu, aby to, co wydaje się z racjonalnego pozoru dalekie, wręcz nieosiągalne, mogło stać się naszą najprawdziwszą prawdą. Twórcy Parku Oliwskiego posłużyli się przemyślnym trikiem perspektywy, aby oddalone o około trzy kilometry morze mogło "rozlewać się" tuż za ogrodowym ogrodzeniem. Joanna Schopenhauer, matka znanego filozofa napisała kiedyś o Parku Oliwskim z emfazą: "Najpiękniejsze rokoko jakie w życiu widziałam." Złośliwi twierdzą, że autorka tych słów w rzeczywistości widziała niewiele więcej... Ale któż dba o rzeczywistość? Raymond Roussel w czasie egzotycznych podróży tygodniami nie opuszczał swej kabiny i pisząc zamknięty w niej, tworzył jedynie za pomocą własnej wyobraźni najbardziej fantastyczne światy. Oddajmy się w słodką niewolę marzeń! Najpiękniejszym kolorem na świecie jest kolor słonecznego nieba.... źródło: fragmenty prezentacji Kamili Wielebskiej (www.obieg.pl)
Zobacz także: PARKOWANIE 8-9 sierpnia 2009 Park Oliwski
|
|||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|














